L: H:

WSTECZ STRONA GŁÓWNA
Przedmowa \ Polska wersja



LUDOBÓJSTWO

DOKONANE PRZEZ NACJONALISTÓW UKRAI?SKICH
NA LUDNO?CI POLSKIEJ WO?YNIA 1939-1945


I. Monumentalna praca W?adys?awa i Ewy Siemaszków (ojca i córki) o ludobójstwie ukrai?skim na Wo?yniu w okresie II wojny ?wiatowej jest jakby woluminem w nieistniej?cym wielotomowym dziele o ca?okszta?cie ludobójstwa na Polakach w tamtych latach. Polacy byli wówczas obiektem ludobójstwa - w ró?nych postaciach i rozmiarach - niemieckiego, sowieckiego oraz ukrai?skiego. Dwa pierwsze s? nie?le znane i udokumentowane. Natomiast ludobójstwo ukrai?skie, jak dot?d - znacznie gorzej. To ostatnie, terytorialnie, nie ogranicza?o si? zreszt?, jak wiadomo, do obszaru Wo?ynia (i cz??ci po?udniowego Polesia), lecz obj?to równie? ca?? Ma?opolsk? Wschodni?, a nawet cz??? powiatów po?udniowowschodniej Polski w jej obecnych poja?ta?skich granicach. Ale trzeba pami?ta?, i? teren by?ego województwa wo?y?skiego by? pierwszym obszarem ukrai?skiego ludobójstwa na Polakach, z ilo?ci? zamordowanych znacznie wy?sz? ni? na terenach poszczególnych by?ych województw Ma?opolski Wschodniej (województwa: tarnopolskie, stanis?awowskie i wschodnia cz??? lwowskiego) (1). Zatem s?usznie Autorzy wzi?li to w?a?nie województwo w pierwszym rz?dzie na warsztat.
Poj?cie i sam termin "ludobójstwo" (angielskie genocide) stworzone zosta?y we wczesnych latach czterdziestych przez Rafa?a Lemkina. Lemkin (1901-1959) by? w latach trzydziestych podprokuratorem S?du Okr?gowego w Brze?anach (woj. tarnopolskie), pó?niej delegowanym na równorz?dne stanowisko w Warszawie, wreszcie adwokatem i wyk?adowc? Wolnej Wszechnicy Polskiej tam?e. Nad problematyk? ludobójstwa (okre?lan? przez niego wówczas jako "akty barbarzy?stwa") pracowa? ju? przed wojn?. Do Stanów Zjednoczonych przedosta? si? w 1941 r. i tam w 1944 r. wyda? swoje prze?omowe dzie?o (2). By? równie? g?ównym twórc? podstawowego w tej dziedzinie traktatu mi?dzynarodowego: Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, przyj?tej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 9 grudnia 1948 r. W zwi?zku z tym w latach pi??dziesi?tych dwukrotnie proponowano go do Pokojowej Nagrody Nobla (3). Zapisy cytowanej K o n w e n c j i , która jest ratyfikowana przez olbrzymi? wi?kszo?? pa?stw ?wiata, musz? by? dzi? traktowane jako ius cogens, innymi s?owy takie, od których "nie mo?e by? odwrotu" (przeciwie?stwem jest ius dispositiuum) (4). Jednocze?nie zbrodnia ludobójstwa wpisana jest do wi?kszo?ci kodeksów karnych pa?stw wspó?czesnego ?wiata (5).
W rozumieniu art. II tej K o n w e n c j i "ludobójstwem jest którykolwiek z nast?puj?cych czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w ca?o?ci lub cz??ci grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich", dokonanych w ró?nych postaciach: na pierwszym miejscu (art. II, pkt a/) figuruje, rzecz jasna, "zabójstwo cz?onków grupy", dalej jednak (punkty b/-e/) uj?te s? równie?: "b/ spowodowanie powa?nego uszkodzenia cia?a lub rozstroju zdrowia psychicznego cz?onków grupy; c/ rozmy?lne stworzenie dla cz?onków grupy warunków ?ycia obliczonych na spowodowanie ich ca?kowitego lub cz??ciowego zniszczenia fizycznego; d/ stosowanie ?rodków, które maj? na celu wstrzymanie urodzin w obr?bie grupy; e/ przymusowe przekazywanie dzieci cz?onków grupy do innej grupy".
Trzeba tu wyra?nie powiedzie?, ?e ludobójstwo ukrai?skie na Polakach ma w stosunku do ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego szereg fatalnych wyró?ników (okoliczno?ci obci??aj?cych):
Po pierwsze, w swoim za?o?eniu obejmowa?o ono jak najszybsz? eksterminacj? fizyczn? (wymordowanie) - "tam i wtedy" - wszystkich Polaków, których uda?o si? dosi?gn?? (6), od niemowl?t po starców, bez jakiejkolwiek ró?nicy p?ci lub wieku. Pod tym wzgl?dem porównywalne jest ono jedynie do niemieckiego totalnego ludobójstwa na ?ydach - lecz nie na Polakach (7). Zreszt?, dodajmy, je?li chodzi o eksterminacj? ?ydów - obywateli polskich - na Kresach po?udniowowschodnich RP, Ukrai?cy mieli nie tylko olbrzymi udzia? we wszystkich masowych aktach ludobójstwa wspólnie z Niemcami lub samodzielnie pod niemieckim nadzorem (8), ale dokonywali równie? podobnych aktów na w?asn? r?k?, ju? latem 1941 r. w momencie wkraczania wojsk niemieckich (9). Pó?niej, ju? po wspólnej z Niemcami likwidacji gett, a wi?c g?ównie od drugiej po?owy 1942 r., Ukrai?cy wy?apywali i mordowali jeszcze pojedynczych ukrywaj?cych si? ?ydów (10). Wszystkie te "akcje" po??czone by?y, przypomnijmy, z olbrzymim rabunkiem mienia (11).
Po drugie, ludobójstwo ukrai?skie po??czone by?o z regu?y ze stosowaniem najbardziej barbarzy?skich tortur. Chodzi tu o si?gaj?ce XVII i XVIII w. tradycje hajdamackie (powstania Chmielnickiego (12) i "koliszczyzny" (13)), stosowane ju? wtedy r?banie ofiar siekierami, wrzucanie rannych do studzien, przerzynanie pi??, wleczenie koniem, wyd?ubywanie oczu, wyrywanie j?zyków itp. (14). Takich barbarzy?skich czynów Niemcy, a nawet Sowieci (z regu?y) nie dokonywali. Oczywi?cie by?o bicie i cz?sto bestialskie zn?canie si? w czasie ?ledztw (15) oraz w obozach koncentracyjnych (gdzie dochodzi?o jeszcze wielkie g?odowanie i praca ponad si?y, zbrodnicze eksperymenty medyczne u Niemców etc.), ale nie mia?o miejsca mordowanie po??czone z obcinaniem czy wyrywaniem cz??ci cia?a, przepi?owywaniem, rozpruwaniem brzuchów i wywlekaniem wn?trzno?ci itp. (16).
W ogóle, dodajmy, w skali europejskiej - rozpatrywane pod k?tem stosowanych straszliwych tortur - ukrai?skie ludobójstwo na Polakach porównywalne jest jedynie cz??ciowo z ludobójstwem chorwackim (ustasze Ante Pavelicia) na Serbach w okresie II wojny ?wiatowej od wiosny 1941 r. Jednak tam praktykowano szeroko masowe wyp?dzanie oraz "nawracanie" na katolicyzm, co oznacza?o pozostanie przy ?yciu du?ej wi?kszo?ci Serbów, którzy znale?li si? w granicach stworzonego w kwietniu 1941 r. - z ?aski Niemiec i W?och pa?stwa chorwackiego (17). Natomiast w przypadku ludobójstwa ukrai?skiego praktycznie wszystkich Polaków, którzy wpadli w r?ce siepaczy - mordowano. Bowiem, wbrew k?amstwom strony ukrai?skiej, ca?kowicie obalonym w pracy Siemaszków, nie by?o ?adnych "wezwa? do opuszczenia" Wo?ynia przez Polaków czy wprost ich "wysiedlania". Odwrotnie, bardzo cz?sto Polaków chc?cych ucieka? przed ludobójstwem maj?cym ju? miejsce w s?siednim powiecie czy gminach zach?cano do pozostania, "gwarantuj?c" im bezpiecze?stwo
(sporadycznie nawet na pi?mie!) lub wr?cz gro?ono, ?e ucieczka traktowana b?dzie jak "zdrada" wobec Ukrai?ców - wszystko po to, by ich wszystkich na miejscu wymordowa?! (o czym jeszcze dalej).
Po trzecie, o ile ludobójstwo niemieckie i sowieckie dokonywane by?o wy??cznie przez "wyspecjalizowane" zbrodnicze formacje mundurowe: po stronie niemieckiej w szczególno?ci tzw. Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei oraz SD (Sicherheitsdienst); po stronie sowieckiej wojska NKWD - to inaczej by?o je?li chodzi o ludobójstwo ukrai?skie. W tym przypadku obok dominuj?cej scen? banderowskiej Ukrai?skiej Powsta?czej Armii i (na Wo?yniu) konkurencyjnych formacji bulbowców i melnykowców oraz stworzonej przez Niemców w drugiej po?owie 1941 r. policji ukrai?skiej (która w pocz?tkach 1943 r. zdezerterowa?a), zw?aszcza przy wi?kszych ludobójczych akcjach, uczestniczy?y w nich równie? w sumie dziesi?tki tysi?cy lokalnych ukrai?skich ch?opów, w tym tzw. Somooboronni Kuszczowi Widdi?y (formalnie wiejskie oddzia?y "samoobrony", które jednak w praktyce stanowi?y si?y pomocnicze UPA w ludobójstwie na Polakach), s?siedzi, bandy uzbrojone w siekiery, wid?y itp. - rodzaj ukrai?skiego pospolitego ruszenia. Ma?o tego, towarzyszy?y im czasem kobiety, wyrostki, a nawet dzieci ukrai?skie, zajmuj?cy si? masowym rabunkiem mienia, podpaleniami i dobijaniem rannych Polaków (18). Dzia?o si? tak mimo nieraz wzajemnej wieloletniej rzekomej przyja?ni, czy wr?cz istniej?cych w stosunku do pewnych Polaków d?ugów wdzi?czno?ci (19).
Dlatego ludobójstwo na Wo?yniu w okresie II wojny ?wiatowej okre?lam jednoznacznie jako ludobójstwo u k r a i ? s k i e (a nie, na przyk?ad, jako dokonane przez UPA, banderowców, nacjonalistów ukrai?skich, czy podobnie). Wbrew bowiem temu, co niejednokrotnie zaznacza w swych publikacjach Wiktor Poliszczuk (pochwalnie cytowany dalej w tej Przedmowie), genocyd na Wo?yniu - jak to dokumentuje praca Siemaszków - dokonany zosta? przez szerokie rzesze tamtejszych Ukrai?ców, nie tylko "bojowników" UPA, ale równie? grube tysi?ce zwyk?ych ch?opów (cz?sto zreszt? do tego przez UPA przymuszanych), oraz nieraz niestety wspomagaj?cych ich w dobijaniu, podpalaniu, a zw?aszcza rabunku masy kobiet, wyrostków, a czasem nawet dzieci.
Dla ca?kowitej jasno?ci: 1) Nikt nie twierdzi, ?e w ludobójstwie i zjawiskach temu towarzysz?cych uczestniczy?a wi?kszo?? Ukrai?ców wo?y?skich, tym bardziej i?, jak ju? o tym by?a mowa (por. przypis 6), ludobójstwo na Polakach ograniczy? si? musia?o w zasadzie do terenów wiejskich; niemniej chodzi?o tu o powa?ny segment ludno?ci ukrai?skiej Wo?ynia. A wi?c fakty oraz pewna uczciwo?? nakazuj?, a co najmniej pozwalaj? mówi? w tym przypadku o Ukrai?cach tout court, podobnie jak cytowany dalej prezydent RFN Roman Herzog mówi nie o zbrodniach pope?nionych przez nazistów czy podobnie, ale o zbrodniach pope?nionych przez Niemców. 2) Jednocze?nie trzeba wyrazi? wysokie uznanie dla tych Ukrai?ców, którzy-do?? liczne takie przyk?ady znajdujemy w pracy Siemaszków - pomagali Polakom przez ostrze?enie, krótkie ukrywanie, czy przetransportowywanie do najbli?szego miasta. Za tak? pomoc fanatycy z OUN i UPA (zw?aszcza tzw. S?u?ba Bezpeky) cz?sto karali swoich rodaków ?mierci? (por. np. Rozdzia? V, wie? Lisznia, gm. Uhorsk). Ale ca?a ta pomoc by?a, niestety, tylko kropl? w morzu wobec dziesi?tków tysi?cy wymordowanych wówczas Polaków.
Po czwarte, osobnej wzmianki wymaga zjawisko szczególnie zbrodniczego podej?cia do ma??e?stw mieszanych polsko-ukrai?skich. W takich mianowicie przypadkach ukrai?scy ludobójcy nierzadko mordowali - gdzie si? da?o - ca?e takie rodziny, ??cznie z dzie?mi (!), lub dochodzi?o co najmniej do mordu na polskim wspó?ma??onku. Ma?o tego, niekiedy pod gro?b? kary ?mierci zmuszali ukrai?skiego m??a czy nawet ukrai?sk? ?on? do w?asnor?cznego zamordowania polskiego wspó?ma??onka (20) (!!). Takie barbarzy?stwo nie mia?o, w podobnych sytuacjach ma??e?stw mieszanych (na przyk?ad polsko-rosyjskich), nigdy miejsca u Sowietów (21), lub w przypadku ma??e?stw niemiecko-?ydowskich u Niemców. U tych ostatnich w przypadkach male?stw mieszanych niemiecko-?ydowskich (mimo quasi totalnej Ausrottung niemieckich ?ydów) wydaje si?, ?e wi?kszo?? owych ma??e?stw, cho? mocno szykanowanych i doprowadzanych do stanu g?odowego, jednak przetrwa?a do ko?ca wojny (22). Jako charakterystyczny mo?na tu przytoczy? znany casus prof. Karla Jaspersa, który o?eniony by? z ?ydówk?; jednak ma??e?stwo to by?o przez lata w tragicznej Suizidbereilschafl (gotowo?ci do pope?nienia samobójstwa) (23). Za? ??danie zabicia przez Niemca czy Niemk? swego ?ydowskiego wspó?ma??onka - by?o nie do pomy?lenia.
Po pi?te, w przypadkach ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego na Polakach chodzi?o o zbrodnie dokonane przez okupantów. Tymczasem ludobójstwo ukrai?skie dokonane zosta?o przez Ukrai?ców - obywateli polskich, mieszka?ców tamtych terenów w okresie II RP, którzy nie wykazali cho?by minimalnej lojalno?ci (24). Ale, dodajmy, gdy by?o to dla nich korzystne, Ukrai?cy nadal skwapliwie na polskie obywatelstwo si? powo?ywali (25), albo wr?cz, pos?uguj?c si? zrabowanymi dokumentami osobistymi zamordowanych Polaków, "repatriowali si?" pod ich nazwiskami do Polski lub przemieszczali na Zachód (26).
Po szóste (tu w?tek poboczny) z ludobójstwem ukrai?skim zwi?zana by?a przewa?nie barbarzy?ska "taktyka spalonej ziemi". Po zrabowaniu ruchomo?ci i inwentarza zamordowanych Polaków, ich budynki byty przewa?nie palone (wycinano nawet sady!), cz?sto niszczono tak?e budynki publiczne, np. szkolne. W tych ramach zniszczono te? ca?kowicie du?? liczb? zabytkowych polskich dworów z zabudowaniami gospodarczymi oraz ko?cio?ów i kaplic katolickich (27). Takiego dodatkowego barbarzy?stwa nie demonstrowali na ogó? ani Niemcy, ani Sowieci (28).
Wreszcie po siódme, Niemcy od dawna przyznaj? si? do swoich zbrodni i publicznie za nie przeprosili. Tak np. prezydent RFN Roman Herzog przemawiaj?c w Warszawie na uroczysto?ciach zwi?zanych z 50-leciem Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1994 r. powiedzia? wyra?nie: "Pochylam g?ow? przed bojownikami Powstania Warszawskiego jak te? przed wszystkimi polskimi ofiarami wojny. Prosz? o przebaczenie za to, co wyrz?dzili Niemcy" (podkre?lenie R. S.) (29). Na par? gestów zdoby? si? równie? prezydent Rosji Borys Jelcyn, m. in. kiedy sk?adaj?c 25 sierpnia 1993 r. ho?d ofiarom Kalania na Pow?zkach w Warszawie, poca?owa? w r?k? pra?ata Zdzis?awa Peszkowskiego i wyszepta? s?owo "przepraszam". Wieczorem pokaza?a to ca?ej Polsce nasza Telewizja (30). Tak?e w literaturze niemieckiej i od 10 lat - rosyjskiej, omawia si? otwarcie ludobójstwo na Polakach. Natomiast zachowanie Ukrai?ców w tym wzgl?dzie jest na ogól kompletnie inne: demonstrowane jest milczenie, wielkie kr?tactwo lub wr?cz grube k?amstwo. Ten aspekt b?dzie jeszcze rozwini?ty dalej.
Podsumowuj?c punkt I: ludobójstwo ukrai?skie na Polakach w okresie II wojny ?wiatowej pod wzgl?dem swej bezwzgl?dno?ci i barbarzy?stwa, a po jego dokonaniu - po dzi? dzie?! - ze wzgl?du na zaprzeczenia lub co najmniej grubymi ni?mi szyte relatywizowanie i wykr?ty - znacznie "przewy?sza" ludobójstwo niemieckie i sowieckie.

II. By?e województwo wo?y?skie, które Autorzy wzi?li na warsztat pod k?tem ukrai?skiego ludobójstwa, by?o terenem, gdzie przed 1940 r. mieszka?o oko?o 350 tys. Polaków, którzy stanowili zaledwie nieca?e 17% ludno?ci. Masowe wywózki sowieckie w okresie 1940-1941 zredukowa?y jeszcze ten procent. Globalne straty Polaków z r?k ukrai?skich Autorzy oceniaj? na 50 do 60 tysi?cy. Ale trzeba jeszcze raz podkre?li?, ?e niezale?nie od ludobójstwa na Polakach, Ukrai?cy uczestniczyli wsz?dzie, wspólnie z Niemcami lub samodzielnie, dos?ownie wsz?dzie, w ludobójstwie dokonanym na oko?o 200 tys. wo?y?skich ?ydów-obywatelach polskich - sprawa, do której w pracy równie? si? nawi?zuje, cho? nie stanowi ona jej w?a?ciwego tematu (31).
W pracy metodycznie przebadane s? tereny wszystkich 11 powiatów by?ego województwa wo?y?skiego - od Bugu po granic? polsko-sowieck? z 1939 r. W ramach powiatów uwzgl?dnione s? wszystkie gminy wiejskie (??cznie 103) i miejskie, wreszcie - "baza podstawowa" - pojedyncze wsie, osady, kolonie, futory etc., ??cznie oko?o 1720 jednostek!, w których zdo?ano ustali? (cz?sto, je?li nie przewa?nie -w sposób niepe?ny) ludobójstwo na Polakach. Niezale?nie od tego przy ka?dej z gmin odnotowane s? te jednostki administracyjne (wsie, kolonie, osady itp.), w których równie? mieszkali Polacy, ale co do których nie uda?o si? uzyska? jakichkolwiek wiadomo?ci - w sumie jest ich nieco wi?cej (oko?o 1790), ni? owych, o których jakie? wiadomo?ci zosta?y zebrane. Poniewa? jednak ukrai?skie ludobójstwo na Polakach, wyra?nie "centralnie sterowane", przebiega?o w 1943 r. metodycznie i globalnie przez wszystkie tereny Wo?ynia od wschodu na zachód - nie ma najmniejszych powodów do z?udze?, ?e owe "ciemne plamy" by?y jakimi? wyspami spokoju. Odwrotnie, jako pewnik przyj?? trzeba, ?e w znakomitej ich wi?kszo?ci Polacy, którzy nie zdo?ali uciec lub stawi? skutecznego oporu, poddani zostali ludobójstwu tak, jak ich rodacy w miejscowo?ciach, w których owo ludobójstwo uda?o si? udokumentowa?. A wi?c trafnie, a jednocze?nie z ostro?no?ci?, Autorzy przedstawiaj? dla tych miejscowo?ci ogólne dane szacunkowe. Dodajmy, nie pomijaj? oni równie? "delikatnej" sprawy nielicznych polskich odwetów na ukrai?skich ludobójcach, gdy zrozpaczeni bliscy okrutnie torturowanych i zamordowanych Polaków atakowali wsie ukrai?skie. Na ten temat sprawiedliwie pisze prof. Tadeusz Piotrowski (32): "zaiste by?oby zdumiewaj?ce, gdyby nie by?o takich akcji odwetowych". Za? Wiktor Poliszczuk stwierdza: "(...) Chocia? by?y akcje odwetowe ze strony Polaków (...), to one, je?li chodzi o zasi?g, by?y kropl? w morzu masowych mordów, jakich dopu?ci?a si? OUN-UPA na Polakach" (33).
Imponuj?cy jest zakres wykorzystanych przez Autorów ?róde? (por. szczegó?y w Bibliografii). Wielk? wag? maj? równie? umieszczone w Dokumentach liczne relacje ?wiadków ukrai?skiego ludobójstwa oraz inne dokumenty. W sumie jest to praca wzorcowa, stanowi?ca przyk?ad dla podobnej pracy cry prac o ukrai?skim ludobójstwie na Polakach w Ma?opo?sce Wschodniej (34), równie? pilnie potrzebnych.

III. Warto rzuci? okiem na to, jak owo szczególnie barbarzy?skie ludobójstwo ukrai?skie na Polakach potraktowane jest w o?wiadczeniach ukrai?skich i polsko-ukrai?skich oraz w literaturze ukrai?skiej i polskiej.

A. Wspomnieli?my ju? wy?ej o wypowiedziach w spraw? ludobójstwa, ci???cego na ich w?asnych rodakach, prezydentów Niemiec i Rosji. Nic podobnego dot?d nie mia?o miejsca ze strony ukrai?skiej. Mocno reklamowane "wspólne o?wiadczenie prezydentów Polski i Ukrainy o porozumieniu i pojednaniu" z 21 maja 1997 r., deklaruj?ce w preambule, ?e "przysz?o?? stosunków polsko-ukrai?skich nale?y budowa? na prawdzie i sprawiedliwo?ci", wspomina jedynie w pó? zdania - "nie mo?na zapomina? o krwi Polaków przelanej na Wo?yniu, zw?aszcza w latach 1942-1993 (...) ", przemilcza jednak dalej ca?kowicie tak?? krew polsk? przelan? w Malopolsce Wschodniej, za? przypominaj?c "akcj? Wis?a" jakby zestawia rzeczy ca?kowicie nieporównywalne, bo w tej akcji, podyktowanej zreszt? stanem wy?szej konieczno?ci pa?stwowej (konieczno?? pozbawienia UPA bazy logistycznej, która funkcjonowa?a wy??cznie w oparciu o miejscow? ludno?? ukrai?sk? i mog?a zapewnia? upowcom kwatery, wy?ywienia oraz materia? ludzki jeszcze przez dalsze lata), nie by?o ?ladu ludobójstwa. W sumie o?wiadczenie z 1997 r. nie rozwi?zuje zasadniczej sprawy przyznania si? strony ukrai?skiej do ludobójstwa na Polakach i publicznego przeproszenia za to Polaków (35).
Co do stanowiska - w interesuj?cej nas dziedzinie - co najmniej du?ego od?amu wysokiego szczebla kleru ko?cio?a greckokatolickiego (obecnie okre?laj?cego si? równie? nazw? ko?cio?a bizantyjsko-ukrai?skiego) wystarczy zacytowa? wypowied? mitrata Stefana Dziubiny z Przemy?la w "homilii" na uroczysto?ciach 11 maja 1997 w Jaworznie, gdzie m. in. przedstawi? "Ukrai?sk? Powsta?cz? Armi? jako ukrai?sk? samoobron? przed Polakami", którzy "ulegaj?c hitlerowskiej prowokacji mordowali i palili wsie ukrai?skie na Wo?yniu, wobec czego Ukrai?cy uzbroili si? i zacz?li bi? i Niemców, i Polaków" (36). Takie twierdzenie, które nie mog?o by? wypowiedziane bez akceptacji g?owy ko?cio?a greckokatolickiego w Polsce, pad?o wobec obecnych tam m. in. prezydentów Polski i Ukrainy (37). Ten?e mitrat 7 lipca 2000 r. wyg?osi? arcyk?amliwe, prowokacyjne i wprost bulwersuj?ce polsk? opini? publiczn? kazanie z okazji pochówku cz?onków UPA w Pikulicach na obrze?ach Przemy?la (38). Jak pisali?my ju? w zwi?zku z tym par? lat temu: "uwa?amy, ?e za tak? publiczn? perwersj? podstawowej i silnie moralnie zabarwionej prawdy historycznej powinno si? u nas kara?, podobnie jak w RFN karze si? tzw. Auschmitzluge... " (39).
Natomiast w?ród polskich Ukrai?ców ?wieckich w ostatnich latach na czo?o wysun?? si? niejaki R. Drozd z publikacj? o UPA, z?o?on? g?ównie ze "starannie dobranych" dokumentów i krótkich wprowadze? (40). Uderza k?amliwo?? owej publikacji, gdzie na przyk?ad na s. 117-118 czytamy: "Konflikt polsko-ukrai?ski na prze?omie 1942/93 r. przekszta?ci? si? w swoist? polsko-ukrai?sk? wojn? partyzanck? [!], trwaj?c? do 1947 r., która poch?on??a po obu stronach kilkadziesi?t tysi?cy ofiar. (...) Moim zdaniem liczby poniesionych ofiar po obu stronach b?d? bardzo przybli?one" (po polsku powinno by? "zbli?one"). Takiego megak?amstwa nikt z Ukrai?ców bodaj dot?d nie wysun??! Oceni? to trzeba jako wielk? UPA-Luge.
Dalej (s. 118) Drozd nast?puj?co próbuje "maskowa? rzeczywisto??": "Oczywi?cie trudno tutaj wskaza?, kto by? stron? atakuj?c?, a kto broni?c? si?, gdy? na napad odpowiadano napadem, mordem na mord, grabie?? na grabie?, podpaleniem na podpalenie, a wszystko to usprawiedliwiano przeprowadzaniem akcji odwetowej. Mo?na jedynie przyj??, ?e stron? atakuj?c? by?a ta, która stanowi?a wi?ksz? sil? na danym terenie. (...) ". Otó? pomijaj?c ju? fakt, i? - jak Drozd doskonale wie - na Wo?yniu na terenach wiejskich mniejszo?? polska prawie wsz?dzie stanowi?a mniejsz? si?? (a wi?c nawet wed?ug niego musieli atakowa? Ukrai?cy!), praca Siemaszków doskonale dokumentuje, jak to UPA w 1943 r. rozpocz??a ludobójstwo ca?kowicie nieprzygotowanych Polaków. Ci ostatni byli w stanie zorganizowa? jedynie ograniczone samoobrony, za? do odwetów dosz?o w niewielu przypadkach.

B. Je?li chodzi o ukrai?sk? literatur? historyczn?, w przeciwie?stwie do niemieckiej i rosyjskiej (41), w swej znakomitej wi?kszo?ci "twardo" stoi ona na stanowisku nie przyznawania si? do pope?nionego przez swych rodaków ludobójstwa na Polakach w okresie II wojny ?wiatowej.
Totalne k?amstwo w tej dziedzinie zaingurowa? bezpo?rednio po II wojnie ?wiatowej sam M. ?ebed', g?ówny herszt ukrai?skiego ludobójstwa na Polakach (pe?ni?cy obowi?zki osadzonego wówczas, w wyj?tkowo dobrych warunkach, w Sachsenhausen S. Bandery), w ksi??ce o UPA wydanej ju? w 1946 r. (42) ?ebed' zauwa?a (s. 51), ?e "du?ym ciosem" dla Niemców by?o przej?cie do szeregów UPA (w pocz?tkach 1943 r.) ca?ej ukrai?skiej policji i tzw. szucmanów-Ukrai?ców na terenie ca?ego Wo?ynia i Polesia (oczywi?cie przemilcza, ?e owa wys?uguj?ca si? Niemcom policja mia?a wielki udzia? w ludobójstwie wo?y?skich ?ydów, o czym by?a ju? mowa wy?ej, oraz ?e zd??y?a ona wymordowa? licznych Polaków). Dalej ?ebed' pisze (s. 52): "Na ich miejsce Niemcy zaproponowali Polakom stworzy? polsk? policj?. W?ród polskiej spo?eczno?ci Wo?ynia znalaz?o si? wielu ludzi za?lepionych historyczn? nienawi?ci? do narodu ukrai?skiego, którzy poszli na us?ugi Niemców. (...) Z tych polskich oddzia?ów stworzyli Niemcy odr?bne karne oddzia?y policyjne, które ws?awi?y si? najwi?kszymi i najokrutniejszymi mordami i grabie?ami ludno?ci ukrai?skiej. (...) Historyczna nienawi?? Polaków wobec narodu ukrai?skiego zbiera?a swoje ?niwo. (...) Przekonana przez poprzednie rz?dy Polski do kolonizacji ziem ukrai?skich, wychowana w duchu szowinistycznym i w ?lepej nienawi?ci do wszystkiego co ukrai?skie, polska ludno?? Wo?ynia i Polesia zdawa?a obecnie kolejny raz swój egzamin. Do tego trzeba jeszcze wspomnie?, ?e bolszewickie oddzia?y partyzanckie otrzymywa?y pewn? pomoc i informacje w polskich koloniach co do ukrai?skiego ruchu niepodleg?o?ciowego. Zatem nic dziwnego, ?e cierpliwo?? narodu si? sko?czy?a. (...) On przeszed? do samoobrony i odp?aci? za wszystkie, wiekami nabrzmia?e krzywdy. - Aby nie dopu?ci? do ?ywio?owej masowej akcji antypolskiej i wzajemnej walki ukrai?sko-polskiej (...) Ukrai?ska Powsta?cza Armia usi?owa?a wci?gn?? Polaków do wspólnej walki przeciw Niemcom i bolszewikom. Kiedy jednak nie da?o to ?adnego wyniku, UPA da?a ludno?ci polskiej rozkaz opuszczenia ukrai?skich terenów Wo?ynia i Polesia. (s. 73) (...) Latem 1943 r. prawie ca?y Wo?y? znajduje si? we w?adaniu UPA. Polacy, którzy otrzymali rozkaz opu?ci? teren, przewa?nie dobrowolnie ten rozkaz wykonali. Ich maj?tek nieruchomy przeszed? na w?asno?? narodu ukrai?skiego. Tym samym przesta?y istnie? stworzone po 1920 r. polskie kolonie, jak ró?nego rodzaju Sienkiewiczówki, Ludwikówki itp. (...)".
Dokonajmy, w najwi?kszym skrócie, przegl?du k?amstw ?ebedia.
1) Przypisywanie polskim "karnym oddzia?om policyjnym" "najwi?kszych i najokrutniejszych mordów" i to jeszcze p r z e d u k r a i ? s k i m l u d o b ó j s t w e m n a P o l a k a c h (bo tak? sekwencj? ?ebed' zastosowa?) nie znajduje potwierdzenia w pracy Siemaszków, ani w innych powa?nych polskich pracach naukowych. 2) Co do rzekomego wychowywania Polaków w duchu szowinistycznym i w ?lepej nienawi?ci "do wszystkiego co ukrai?skie", sytuacja przedstawia?a si? wr?cz odwrotnie: w szczególno?ci w ?wietle setek relacji wykorzystanych w pracy Siemaszków, wy?aniaj? si? dobre, nieraz wr?cz przyjazne stosunki mi?dzy ludno?ci? polsk? a ukrai?sk? na Wo?yniu w okresie przedwojennym, prowadz?ce do mieszanych ma??e?stw itp. Te dobre stosunki ca?kowicie zrujnowa?a dopiero przeprowadzana na wielk? skal? akcja g?ównie galicyjskich agitatorów OUN-UPA, propaguj?cych skrajny, wr?cz ludobójczy szowinizm ukrai?ski. 3) Fabrykacje wskazane w dwu poprzednich punktach potrzebne by?y jednak ?ebediowi po to, aby wylansowa? k?amstwo o tym, ?e na Wo?yniu sami Polacy "spowodowali" krwawe akcje ukrai?skie. W owej rzekomej "samoobronie", wprost sprowokowanej przez Polaków, naród ukrai?ski jedynie "odp?aci? za wszystkie, wiekami nabrzmia?e krzywdy". Rodzaj tej "odp?aty" nie jest sprecyzowany, nie mniej jest oczywiste, ?e w sposób nieco zawoalowany usi?uje si? tu usprawiedliwia? ukrai?skie ludobójstwo na niemal bezbronnych Polakach. 4) Dalej - do?? niespodziewanie i jakby chc?c pomniejszy? rozmiary "ukrai?skiej odp?aty za wszystko" - ?ebed' oferuje dalsze k?amstwa o tym, jak to UPA, "aby nie dopu?ci? do ?ywio?owej masowej akcji antypolskiej", usi?owa?a przyci?gn?? Polaków do wspólnej walki przeciw Niemcom i bolszewikom. Tymczasem w rzeczywisto?ci ?adnych takich autentycznych prób nie by?o - poza zdradzieckim "wabieniem", a potem mordowaniem Polaków (43). 5) Co do rzekomego upowskiego "rozkazu", aby ludno?? polska opu?ci?a teren Wo?ynia, nigdy - jak wykazuje praca Siemaszków - czego? takiego nie by?o. Odwrotnie - perfidnie zach?cano Polaków do pozostania na miejscu, udzielano im nawet gwarancji na pi?mie, by ich "we w?a?ciwym czasie" wymordowa? (bli?ej o tym dalej). Zreszt? sam taki "rozkaz" by?by zbrodniczym bezprawiem. 6) Przechwa?ki ?ebedia o tym, jakoby latem 1943 r. "prawie ca?y Wo?y?" znajdowa? si? we w?adaniu UPA s? kolejn? fabrykacj?. Bowiem miasta i w wi?kszo?ci miasteczka wo?y?skie by?y wówczas nadal obsadzone przez za?ogi niemieckie (cz??ciowo przez sprzymierzonych z nimi W?grów) i w?a?nie dzi?ki temu tysi?com Polaków uda?o si? uratowa?, tam si? chroni?c. "Konkretna" wiadomo?? ?ebedia (s. 50) o tym, jakoby upowcom uda?o si? zdoby? powiatowe miasto Horochów na po?udniowozachodnim Wo?yniu, jest ca?kowicie sfabrykowana (44). 7) Twierdzenie ?ebedia, ?e Polacy, którzy otrzymali "rozkaz" opu?ci? teren, "przewa?nie dobrowolnie ten rozkaz wykonali" - jest ca?kowitym zmy?leniem. W rzeczywisto?ci - co znów wykazuje praca Siemaszków - by?y jedynie nie zawsze udane, gdy rze? ju? bezpo?rednio zagra?a?a, ucieczki do miast i miasteczek spod kul, no?y i siekier ukrai?skich ludobójców. 8) Wzmiankowane przez ?ebedia przej?cie "maj?tku nieruchomego" Polaków "na w?asno?? narodu ukrai?skiego" (pomijaj?c ca?kowite bezprawie takiej upowskiej "nacjonalizacji") - jak to dokumentuje praca Siemaszków - wyrazi?o si? w tym, ?e domy i zabudowania polskie by?y z regu?y przez upowców barbarzy?sko palone, pozostawa?a sama ziemia. Jednocze?nie ?ebed' przemilcza spraw? wielkiego maj?tku ruchomego Polaków, który masowo rozgrabi?y tysi?ce Ukrai?ców i Ukrainek - zjawisko równie? szeroko udokumentowane w pracy Siemaszków. 9) Wreszcie nacechowana satysfakcj? uwaga ?ebedia o tym, ?e "przesta?y istnie? stworzone po 1920 r. polskie kolonie, jak ró?nego rodzaju Sienkiewiczówki, Ludwikówki itp. " równie? zawiera przewrotne fa?szerstwo, a mianowicie spraw? tysi?cy pomordowanych Polaków oraz ich spalonych domostw sprowadza do powsta?ych po Traktacie Ryskim 1921 r. "polskich kolonii". Tymczasem owe "kolonie" (cywilne i wojskowe) stanowi?y zaledwie niewielk? cz??? polskich gospodarstw rolnych istniej?cych na Wo?yniu od pokole?. Nawet wskazana przez ?ebedia Ludwikówka (gm. M?ynów, pow. Dubno) by?a tego rodzaju star? osad? polsk?.
Podsumowuj?c ten w?tek: niemal bezpo?rednio po wielkim, dokonanym pod kierownictwem ?ebedia ukrai?skim ludobójstwie na Polakach na Wo?yniu, ów zbrodniarz przygotowa? i og?osi? w 1946 r. arcyk?amliw? publikacj?, usi?uj?c? ca?kowicie zanegowa? owo ludobójstwo. Tymi cz??ciowo zmodyfikowanymi k?amstwami, co najmniej w pewnym zakresie, pos?uguje si? nadal wi?kszo?? ukrai?skich historyków, wzmiankowany ju? grekokatolicki mitrat oraz, na przyk?ad ostatnio, polski autor R. Torzecki (o którym dalej). Dodajmy i? ?ebed', na pocz?tku wojny wyszkolony przez gestapo, po kapitulacji Niemiec w 1945 r. ukrywa? si? w Rzymie, korzystaj?c m. in. z pomocy pewnych grekokatolickich dygnitarry ko?cielnych z Watykanu. Do?? szybko nawi?za? kontakt z CIA. W 1949 r. wpuszczono go do USA jako "eksperta" CIA na bazie no questions asked. ?yt tam do chwili ?mierci w 1998 r. absolutnie nie niepokojony (45), podczas gdy jego czyny jednoznacznie kwalifikowa?y go do kary ?mierci.
Przyjrzyjmy si? obecnie Historii Ukrainy J. Hrycaka, "dyrektora Instytutu Bada? Historycznych Uniwersytetu we Lwowie", ?wie?o wydanej w przek?adzie polskim (46). Hrycak pisze m. in. o "... "rzezi wo?y?skiej" -wzajemnej i krwawej czystce etnicznej, której ofiarami pad?o po obu stronach tysi?ce spokojnych mieszka?ców". Dalej czytamy m.in.: "By?o to krwawe starcie dwóch nacjonalizmów, posiadaj?cych d?ug? list? wzajemnych krzywd i nienawi?ci. ?adna ze stron konfliktu nie by?a ani ca?kowicie niewinna, ani ca?kowicie winna". Rzuca si? w oczy, ?e Hrycak pisz?c o liczbie zamordowanych Polaków wspomina, i? "zawodowi polscy historycy szacuj? liczb? ofiar z polskiej strony na 60-100 tysi?cy osób (z tego oko?o 50 tysi?cy przypada na Wo?y?), a z ukrai?skiej na oko?o trzykrotnie mniejsz?" (a wi?c na oko?o 20-30 tysi?cy - sic!) (47). Tak wi?c, ukrai?skie ludobójstwo na Polakach przedstawione zosta?o jako "wzajemna krwawa czystka etniczna" (podkr. R. S.), rodzaj "bratobójczego konfliktu", albo - jak to okre?laj? niektórzy inni Ukrai?cy - "wojny domowej", czy wr?cz "wojny polsko-ukrai?skiej" (sic!) (48). Z równym powodzeniem, jak to uj?? prof. T Piotrowski, mo?na by?oby mówi? o wojnie niemiecko-?ydowskiej! (49).
Podobne pozycje zajmuj?, w mniejszym lub wi?kszym stopniu ró?ni ukrai?scy naukowcy, uczestnicz?cy w organizowanych od 1996 r mi?dzynarodowych seminariach historycznych na temat "stosunków polsko-ukrai?skich w latach II wojny ?wiatowej" (50). Ukrai?cy ci (podobnie jak ju? cytowany Hrycak, który w tych seminariach udzia?u nie bierze) w sposób skoncertowany mówi? przewa?nie o obopólnej polsko-ukrai?skiej rzezi, maj? "w?tpliwo?ci", kto t? rze? rozpocz??, operuj? nieprawd?, na poparcie swych tez nie przedstawiaj? dowodów etc. Systematyczn? krytyk? czterech pierwszych seminariów w tej serii da? W Poliszczuk (51). Omawiaj?c wypowied? jednego z ukrai?skich dyskutantów, formu?uje on nast?puj?ce ogólne uwagi (s. 19-20): "Prawie ka?de zdanie, ka?da wypowied? nie tylko tego, ale te? innych ukrai?skich uczestników seminarium, wymaga?aby zasadniczej polemiki, tak one nasycone s? propagand?, k?amstwem, wypaczeniami". Je?li chodzi o stron? polsk?, Poliszczuk podkre?la cz?sto niezbyt dobre przygotowanie, dopuszczanie si? "deformacji" (kiedy na przyk?ad cytowany przez nas równie? R. Torzecki u?ywa w odniesieniu do wydarze? wo?y?skich 1943 r. sformu?owania "walki bratobójcze"), kierowanie si? nie prawd?, lecz "poprawno?ci? polityczn?". W pewnych publikacjach ukrai?skich dochodz? do tego nieraz wprost prowokacyjne ??dania rewizji obecnych granic z Polsk?, grube i wr?cz niepoczytalne oskar?anie i obra?anie Polaków itp. (52).
Cennym wyj?tkiem jest ma?o znana w Polsce, wydana w Moskwie 270-stronicowa praca ukrai?skiego profesora Witalego Mas?ow?kiego, zatytu?owana Z kim i przeciw komu wojowali ukrai?scy nacjonali?ci w latach II wojny ?wiatowej (53). Autor opiera si? cz??ciowo na ?ród?ach archiwalnych oraz na literaturze, g?ównie ukrai?skiej i polskiej. W ostatnim rozdziale swej pracy z du?ym uznaniem wielokrotnie cytuje Poliszczuka (o którym dalej), zreszt? ca?y ów rozdzia? zatytu?owa? "OUN-UPA oczyma Ukrai?ca Wiktora Poliszczuka". Ujawnia i pi?tnuje ludobójstwo pope?nione na ludno?ci polskiej na Wo?yniu i w Ma?opolsce Wschodniej. Jednocze?nie pi?tnuje niebezpieczn? dzia?alno?? poslupowskich nacjonalistów na obecnej Ukrainie, nie tylko we Lwowie, ale nawet w Kijowie, "galicyjski fundamentalizm" itp. (54), propagowanie "doncowszczyzny", "stawianie pomników SS-owcom 14. Dywizji Strzelców SS-Halyczyna, kierownikom OUN-UPA E. Konowalcowi, A. Melnykowi, S. Banderze, R. Szuchewiczowi i innym, s?awienie morderców Polaków, ?ydów, Rosjan, Ukrai?ców jako "narodowych bohaterów Ukrainy", ich nazwiskami nazywa si? ulice i place, wydobywa si? nienawistny ludziom duch doncowszczyzny i banderowszcryzny" (55). Dodajmy, ?e prof. Mas?ow?kyj zosta? zamordowany w pa?dzierniku 1999 r. we Lwowie przez tzw. "nieznanych sprawców", w rzeczywisto?ci wyra?nie ludzi z kr?gów zbrodniczych fanatyków postupowskich, co kojarzy si? z podobnymi mordami OUN w latach mi?dzywojennych oraz UPA w latach pó?niejszych (56).
Prawdomówne i warto?ciowe s? równie? pewne artyku?y og?oszone w dwóch czasopismach ukrai?skich na Wo?yniu w latach dziewi??dziesi?tych - "Diatoh" (Równe) i "Sprawed?ywist" (?uck). Na przyk?ad w pierwszym z nich (nr 49, grudzie? 1993) ukaza? si? artyku? pod wszystko mówi?cym tytu?em (t?umaczymy z ukrai?skiego): Tragedia Wo?ynia: ludobójstwo na ludno?ci polskiej. ?wiadcz? dokumenty.
Podobnie do Hrycaka i innych autorów z Ukrainy, z drobnymi wyj?tkami, przedstawia si? literatura ukrai?ska ukazuj?ca si? na Zachodzie, g?ównie w Ameryce Pó?nocnej. Takim duchem przepojony jest np. wydawany od wielu lat w Toronto "Litopys UPA" (57). Cytowany ju? O. Subtelny pisze o ludobójstwie na Wo?yniu m.in. (58): "Wed?ug ?róde? polskich, w latach 1943-4 oko?o 60.000-80.000 polskich m??czyzn, kobiet i dzieci zosta?o zmasakrowanych na Wo?yniu przez Ukrai?ców. (...) Ukrai?cy twierdz?, ?e masakry ich rodaków rozpocz??y si? wcze?niej, w 1942 r., kiedy Polacy zlikwidowali tysi?ce ukrai?skich wie?niaków w przewa?nie zamieszka?ych przez Polaków rejonach Che?mszczyzny [!] i ?e kontynuowali to oni w latach 1944-45 w stosunku do bezbronnej ukrai?skiej mniejszo?ci na zachód od Sanu [!]. W ka?dym razie jest rzecz? jasn?, ?e zarówno ukrai?skie, jak i polskie jednostki zbrojne, zaanga?owa?y si? w totaln? rze? doprowadzaj?c do krwawego apogeum nienawi??, która wzrasta?a mi?dzy oboma narodami przez pokolenia". A wi?c rzekomo Polacy zacz?li masowo mordowa? Ukrai?ców (59), a potem dosz?o do rodzaju wojny domowej mi?dzy jednostkami zbrojnymi obu stron.
Wyj?tkiem godnym najwy?szego uznania s? liczne publikacje znanego w Polsce Wiktora Poliszczuka, Ukrai?ca z Wo?ynia, doktora nauk politycznych Uniwersytetu we Wroc?awiu, od dwudziestu lat zamieszka?ego w Kanadzie, ale cz?sto odwiedzaj?cego Polsk? (60). Z jego prac nas tu szczególnie interesuj?cych wymieni? nale?y cytowane ju?: Gorzk? prawd?. Zbrodniczo?? OUN-UPA, oraz Manowce polskich historyków, dalej trójj?zyczn? Ocen? polityczn? i prawn? OUN-UPA (61). Ideologi? nacjonalizmu ukrai?skiego wed?ug Dmytra Doncowa (62) oraz Integralny nacjonalizm ukrai?ski jako odmiano faszyzmu (dwa tomy: 1998 i 2000) (63). Wymie?my równie? cytowane ju? wspomnienia Dany?y Szumuka, który s?u?y? jako "politruk" w UPA, nast?pnie wiele lat sp?dzi? w ?agrach sowieckich, a który wspomina krytycznie o mordach na Polakach (64).
Je?li chodzi o literatur? polsk? z lat dziewi??dziesi?tych, ukaza?o si? par? mniejszych prac, raczej przyczynkowych, odnosz?cych si? do ludobójstwa na Polakach na Wo?yniu. S? to przewa?nie zbiory dokumentów (zw?aszcza relacji ?wiadków, maj?cych walor dokumentarny) (65); inne z owych prac trajluj? o ludobójstwie ukrai?skim w poszczególnych powiatach czy wr?cz gminach Wo?ynia (66). Jednak ?adna z nich, nawet w przybli?eniu nie dorównuje pracy Siemaszków - nie ma charakteru kompleksowego, nie zawiera takiej ilo?ci przeprowadzonych bada? i bogactwa ?róde?, ?adna z nich nie posiada równie? walorów definitive work, o czym jest mowa przy ko?cu tej Przedmowy. Wa?na rol? dokumentacyjn? spe?nia wydawane we Wroc?awiu czasopismo "Na Rubie?y" (67). Z drugiej strony co najmniej paru zawodowych historyków wypisuje rzeczy, które nieraz s? jedynie jakimi? pó?prawdami lub wr?cz k?amstwem, d??y do przemilczania spraw jednoznacznie obci??aj?cych stron? ukrai?sk?, usi?uje tworzy? im jakie? alibi. Prace te s? inspirowane, jak si? wydaje, m.in. duchem "Kultury" Giedroycia oraz jego w tym zakresie eksperta, wzmiankowanego ju? Osadczuka oraz importowan? z USA, w tym wypadku wprost absurdaln? political correctness, "polityczn? poprawno?ci?", fa?szuj?c? w tym zakresie prawd?.
Mo?na tu wymieni? m.in. publikacje W Serczyka (68) i T. Olsza?skiego (69), za? z publikacji ostatnich: H. Dyldgow? (70) oraz wr?cz g??boko k?amliwy w interesuj?cym nas zakresie artykulik R. Torzeckiego. W tek?cie tym wprost pora?a nast?puj?cy fragment (71): "Cz?sto s?yszy si?, ?e konfrontacja by?a planowym dzia?aniem Ukrai?ców, którzy chcieli ca?kowicie pozby? si? Polaków, morduj?c ich, na co dzi? nie mamy ?adnych dowodów [!]. Ukrai?cy podj?li decyzj? usuni?cia Polaków ze spornych terenów przez ich wyrugowanie, a nie wymordowanie [!]. Dopiero kiedy si? to nie powiod?o, a Polacy nie chcieli opu?ci? terenów, dosz?o do u?ycia si?y [!]".
Czy?by, jak twierdzi Torzecki, "nie ma ?adnych dowodów" na to, ?e Ukrai?cy dok?adnie planowali ludobójstwo na Polakach ? Mo?na tu odes?a? do pracy zbiorowej pod red. W?adys?awa Filara, w której powo?uje si? on na dokument z Archiwum SBU Obwodu Wo?y?skiego zawieraj?cy odno?n? tajn? dyrektyw? terytorialnego dowództwa UPA-Piwnicz, podpisanej przez "K?yma Sawura" (Roman Dmytro Klaczkiw?kyj) (72). Natomiast praca Siemaszków drobiazgowo dokumentuj?ca przebieg systematycznego ludobójstwa na Wo?yniu latem 1993 r. wed?ug jednego schematu i obejmuj?cego w tych samych interwa?ach czasowych du?e obszary, w wyniku którego dokonywano miesi?c po miesi?cu "oczyszczanie" Wo?ynia ze wschodu na zachód z ludno?ci polskiej - ostatecznie potwierdza wybitnie planowy charakter tych zbrodni. Dalej - sprawa ju? poruszona w zwi?zku z k?amstwami ?ebedia - na jakiej to podstawie prawnej i moralnej rzekomo "Ukrai?cy podj?li decyzj? [!] usuni?cia Polaków" z ziemi, na której oni ?yli w wi?kszo?ci od pokole?, "przez ich wyrugowanie" (!?). Chodzi?o tutaj o ca?kowicie bezprawne rzekome "ultimatum", co do którego strona ukrai?ska po dzi? dzie? rozpowszechnia k?amstwa (np. "na Wo?yniu informowano ludno?? polsk?, ?e w ci?gu 98 godzin musi wyjecha? za Bug, w przeciwnym razie b?dzie ona podlega?a likwidacji" - por. Polska-Ukraina..., op. cit., t. 3, s. 83), a którego to "ultimatum", jak praca Siemaszków dokumentuje, na Wo?yniu w ogóle nie by?o. Przeciwnie, jak to wykazuj? Siemaszkowie, w du?ej ilo?ci przypadków Ukrai?cy perfidnie odradzali Polakom ucieczk? pod pretekstem, i? "nic im nie grozi", czasem daj?c nawet "gwarancje" na pi?mie (!); niekiedy mówili im, ?e ucieczka b?dzie wr?cz traktowana jako zdrada (!); lub nawet wabili Polaków, którzy uciekli np. do Krzemie?ca, do powrotu na wie? i tych, którzy w dobrej wierze lam powrócili, zamordowali. Wreszcie, wed?ug Torzeckiego, dopiero kiedy "Polacy nie chcieli opu?ci? terenów" - dlaczego i dok?d konkretnie mieli si? oni uda? na n?dz? i poniewierk? na ??danie bandytów? - "dosz?o do u?ycia si?y" (co znów zosta?o sformu?owane w ten sposób, ?e mog?o by oznacza? "tylko" usuni?cie przy u?yciu si?y!). W taki oto po?a?owania godny sposób Torzecki opisa? i podsumowa? ludobójstwo na 50-60 tysi?cach wo?y?skich Polaków.
Wielu autorów tej grupy, w wi?kszym czy mniejszym zakresie, forsuje "naukowo" to, co "praktycznie" postulowa? by?y wicemarsza?ek Sejmu III RP Aleksander Ma?achowski, który na "Kongresie Ukrai?ców w Polsce" w 1997 r. o?wiadczy?: "Odkrywanie prawdy o historii jest rozdrapywaniem ran, a my musimy rany goi? (...)" (73). Dzieje si? to wszystko w sytuacji, gdy jeszcze dzisiaj ludobójstwo ukrai?skie jest znane wielu Polakom ze strasznego osobistego do?wiadczenia (74).

IV Podsumowuj?c ca?o??: dzie?o Siemaszków doskonale dokumentuje ca?okszta?t ludobójstwa ukrai?skiego na Polakach na Wo?yniu w latach II wojny ?wiatowej. Stanowi w swej dziedzinie to, co w ?wiecie anglosaskim okre?la si? cz?sto jako definitive work - prac? ostateczn? w sensie pe?nego, dog??bnego i obiektywnego przebadania tematu. Oczywi?cie w przysz?o?ci potrzebne jeszcze b?d? pewne uzupe?nienia tu czy tam, pewne poprawki tu i ówdzie, badania w archiwach zagranicznych. Ale ca?o?? tematu jest ju? w zasadzie wyczerpana, prawid?owe wnioski wysnute.
Ju? nikt - z wyj?tkiem notorycznych falsyfikatorów- nie b?dzie móg? mie? cienia w?tpliwo?ci co do tego, kto interesuj?ce nas ludobójstwo "zacz??". Nikt nie b?dzie móg? nadal fabrykowa? legendy na temat tego, jak to rzekomo na Wo?yniu - pomijaj?c zreszt? krzycz?ce bezprawie, które taka akcja musia?aby oznacza? - Ukrai?cy najpierw "tylko" ??dali, aby Polacy "dobrowolnie" opu?cili t? ziemi?. Nikt nie b?dzie móg? kwestionowa? faktów planowego i szczególnie barbarzy?skiego ukrai?skiego ludobójstwa na wo?y?skich Polakach, stanowi?cych tam zaledwie kilkana?cie procent ludno?ci, a w dodatku niemal zupe?nie bezbronnych. Nikt uczciwy wreszcie nie b?dzie móg? cho?by tylko bezmy?lnie okre?la? interesuj?cych nas tu wydarze? na Wo?yniu po prostu jako "wojn? domow?", "bratobójczy konflikt", "zderzenie dwu nacjonalizmów", "wojn? polsko-ukrai?sk?" itp.
Praca Siemaszków, produkt ponad dziesi?cioletniego trudu, stanowi obszerne i podstawowe dzie?o w zakresie podj?tej tematyki, zrealizowane na skal? u nas w tej dziedzinie dot?d nie spotykan?, zape?niaj?c? poka?n? luk? w historii Polski okresu II wojny ?wiatowej w ogóle, a historii ludobójstwa na Polakach w tamtym okresie w szczególno?ci.
W sumie wy?ania si? obraz szczególnie bestialskiego ludobójstwa, do którego druga strona nie chce si? do tej pory przyzna?. Bowiem Ukrai?cy, jak dot?d, nie poszli drog? Niemców, ani nawet Rosjan, którzy oficjalnie uznali pope?nione przez siebie ludobójstwo. Ukrai?cy wybrali tu raczej "metod? tureck?" - poniewa? Turcy, jak wiadomo, do dzi? nie chc? si? przyzna? do pope?nionego w latach I wojny ?wiatowej ludobójstwa na oko?o pó?tora milionie Ormian (75). Urz?dowe czynniki tureckie przez cale dziesi?ciolecia na ten lemat milcza?y. Dopiero kiedy m?odzi Ormianie zacz?li w latach siedemdziesi?tych i osiemdziesi?tych - "dla przypomnienia imperialistycznemu rz?dowi tureckiemu zbrodni dokonanych na narodzie ormia?skim" - zabija? tureckich dyplomatów (ofiar? padli m.in. ambasadorzy w Wiedniu, Pary?u, Watykanie i Belgradzie), konsulów etc., ruszy?a spora turecka "kontrofensywa publicystyczna" (76). W jej ramach usi?uje si? przedstawi? wydarzenia z roku 1915 i z lat pó?niejszych jako tragiczn? "wojn? domow?", w dodatku wywo?an? przez mniejszo?? ormia?sk? (dziwne podobie?stwo do ukrai?skich k?amstw odno?nie wydarze? na Wo?yniu!). Padaj? te? takie sformu?owania, jak: "?adna przemoc, ?aden w ?wiecie terror nie spowoduje aby?my prosili o przebaczenie za zbrodni?, która nie zosta?a pope?niona" (!) (77).
Dzisiejsza, od niedawna wolna Armenia, nie waha si? mówi? o tym ludobójstwie otwarcie, m.in. w ONZ (78). Apeluje równie? do Turcji o bezpo?rednie rozmowy w tej sprawie (79). Ma?o tego: pot?piaj? to ludobójstwo publicznie niektóre parlamenty zagraniczne, ostatnio, w listopadzie 2000 r., Senat francuski (80) (w 1998 r. francuskie Zgromadzenie Narodowe), za? wcze?niej parlament Grecji, Senat Belgii i 14 kwietnia 1995 Duma rosyjska. Tymczasem w?adze III RP wprost "boj? si?" porusza? temat ludobójstwa ukrai?skiego.
Rzuca si? wreszcie w oczy brak jakiegokolwiek pryncypialnego, uczciwego ustosunkowania si? do interesuj?cego nas ludobójstwa cho? cz??ci ukrai?skiej elity umys?owej, w szczególno?ci pisarzy i uczonych. Przypomnijmy, ?e chluba literatury niemieckiej, noblista Thomas Mann, w swej powie?ci "Doklor Fauslus", po wzmiance o tym, jak pewien "transatlantycki" (tj. pó?nocnoameryka?ski) genera? w 1945 r. kaza? defilowa? mieszka?com Weimaru przed krematoriami tamtejszego obozu koncentracyjnego, pisa? m.in. (81): "Czy? chorobliwa to jedynie skrucha zadawa? sobie pytanie, jak w ogóle w przysz?o?ci "Niemcy" w jakiejkolwiek swej postaci b?d? si? mog?y odwa?y? na zabranie g?osu w jakiejkolwiek ludzkiej sprawie? ".
Dalej, pó?niejszy niemiecki noblista Gunter Grass, ju? jako m?ody cz?owiek, pod silnym wp?ywem og?oszonej w 1951 r. pracy wybitnego filozofa i socjologa Theodora Adorno (82), zawsze mocno pot?pia niemieckie ludobójstwo dokonane w okresie II wojny ?wiatowej. Dochodzi?o do tego, ?e kiedy w 1990 r. pojawi?a si? sprawa po??czenia NRD z RFN, Grass by? temu przeciwny. Argumentowa?, ?e to zjednoczone Niemcy (Rzesza) zorganizowa?y ludobójstwo i przeprowadzi?y je. Mówi? o do?wiadczeniu, jakie "my kryminali?ci, z naszymi ofiarami mieli?my jako zjednoczone Niemcy", mówi? o Auschwitz jako "trwa?ym stygmacie na naszej [to jest niemieckiej] historii" etc. (83). Powtórzy? to podobnie w 2000 r. (84). Cz?sto spotykali?my si? z podobnymi, silniej lub s?abiej wyartyku?owanymi, wypowiedziami na uniwersytetach w RFN. ?ladu czego? podobnego nie wida? w?ród ukrai?skiej inteligencji twórczej! (85).
Tym bardziej wi?c praca Siemaszków jest potrzebna i cenna. Zas?uguje ona na najszersze rozpowszechnienie nie tylko w Polsce, ale tak?e na Ukrainie i w ogóle na Wschodzie. Zas?uguje równie? na mo?liwie szerokie rozpowszechnienie na Zachodzie, w tym na staranne wykorzystanie w wy?aniaj?cej si? tam dyscyplinie comparative genocide (ludobójstwo porównawcze) (86).
Je?li wreszcie chodzi o wymiar moralny, widziany zw?aszcza z perspektywy polskiej, nie mo?na wybaczy? tego ludobójstwa nie tylko tym, którzy masowo torturowali, a polem mordowali, ale tak?e owym "naukowcom", a nawet duchownym ukrai?skim, którzy przez nast?pne dziesi?ciolecia - do dzi? w??cznie! - na ten temat bezwstydnie k?amali lub nadal k?ami?, oferuj? ró?ne pó?prawdy, ?wiadomie pl?cz? lub "relatywizuj?", albo demonstracyjnie milcz?.
Ale prawda w ko?cu musi si? przebi?, równie? po stronie ukrai?skiej: DUCUNT FACTA VOLENTEM, NOLENTEM TRAHUNT. Tego ludobójstwa ju? po prostu zak?ama? si? nie da.

Prof. dr Ryszard Szaw?owski

Listopad 2000

Materia?y pochodz? z ksi??ki W?adys?awa i Ewy Siemaszków pt. "Ludobójstwo".

 DO GÓRY   ID: 24036         

WSTECZ

   
Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego
al. Mickiewicza 22 (biuro: ul. Syrokomli 21) 30-059 Kraków, tel./fax +48 (012) 421-20-78
e-mail: Webmaster plok@poczta.fm      Odwiedź nas na: SOWINIEC.COM.PL